Logo

12 listopada 2014

WEEKEND W LONDYNIE || CZYLI PANI AGA & LUMPEXOHOLICZKA NA WIELKIEJ ZAKUPOWEJ UCZCIE


Podobno to o Nowym Yorku mówią, że jest miastem, które nigdy nie śpi, ale dla mnie ta fraza idealnie pasuje też do Londynu. Za dnia jest głośny i tłoczny, a nocą jeszcze bardziej głośny, jeszcze bardziej tłoczny i... pijany. ;)

Gdybym miała porównać go do wcześniej zwiedzanych miejsc (tak, tak to mój pierwszy raz, mimo że w UK mieszka pół Polski, mnie zawsze było jakoś nie po drodze - shame on me!) powiedziałabym, że jest piękny, jak Barcelonakolorowy niczym Burano i brudny, jak Paryż - no może nieco bardziej. Ale zanim rozpiszę się o mieście, zacznę od początku. Zatem, jak to się stało, że razem z Agnieszką ostatni weekend spędziłyśmy na szalonych zakupach w shoppingowej stolicy Europy? Pozwólcie, że rzucę jedno magiczne słowo: konkurs. Zwykły, najzwyklejszy w świecie konkurs na starą dobrą stylizację ;) (dociekliwych odsyłam tutaj). Cała sprawa była o tyle fajna, że zaciętej rywalizacji nie rozstrzygały żałosne żebro-lajki, czy wysyłanie głosów. Zwycięzcę, czyli Agę (you GO girl!), wybrało jury z samą Iną Lekiewicz  z ELLE na czele. :)



Oprócz tego, że Aga zgarnęła masę gadżetów od Samsunga i 1 000 funtów na zakupy, mogła zabrać na ten ekspresowy wyjazd osobę towarzyszącą. I tu pojawiło się miejsce dla mojej skromnej osoby (#tyle szczęścia!) W ten sposób w ostatnie piątkowe popołudnie siedziałyśmy razem na pokładzie samolotu...


Do uroczego hotelu Thistle, który mieści się na West Endzie, tuż przy Piccadilly Circus dojechałyśmy metrem. Pewnie zgubiłybyśmy się przynajmniej trzy razy, ale o naszą nawigację zadbała Ewelina - stylistka Elle, która zaplanowała nam zakupową trasę na weekend. Po dotarciu na miejsce byłyśmy padnięte, ale tętniąca życiem okolica i przystrojone czerwonymi lampionami Chinatown domagały się naszego towarzystwa. 


Następnego dnia wstałyśmy o porze, o której pewnie część spotkanego poprzedniego wieczoru towarzystwa kładła się spać, ale szkoda nam było czasu na wylegiwanie, tym bardziej, że plan był ambitny. Do 16.00 chciałyśmy wydać cały budżet, żeby następnie oddać się przyjemnościom mniej rozpustnym, czyli zwiedzaniu Notting Hill i Portobello. 

Wkraczając na Oxford Street wiedziałam, że nie będzie lekko. Lubię miejski klimat, ale to, co działo się w tej okolicy nie miało z nim nic wspólnego. Ścisk był niemiłosierny. Ludzie wpadali na siebie, potrącali się, zupełnie jakby ulica była częścią wielkiego centrum handlowego. Słowem - koszmar. Nie chcę nawet myśleć, jak to wygląda w czasie wyprzedaży... 


...ale skoro zadanie na sobotę było takie, a nie inne postanowiłam, że skorzystam z okazji i sprawdzę, jak na żywo wygląda kolekcja Alexandra Wanga dla H&M. Nie jestem specjalną fanką, tych sieciówkowo-designerskich kolaboracji, ale tym razem ubrania były w bardzo moim, czyli sportowym stylu. Chociaż od dostawy nowej kolekcji do sklepu minął zaledwie jeden dzień, oczywiście po najfajniejszych rzeczach nie było już śladu. W oko wpadł mi natomiast top z poniższego zdjęcia, i gdyby nie walka, którą musiałam przejść w czasie jego zdejmowania, pewnie wylądowałby w mojej szafie. A tak ja zostałam z otarciami i zadrapaniami, a top został na wieszaku.


Inaczej sprawa miała się w Nike. Przyznam, że spędziłam w sklepie kilka godzin i prawie całą kasę wydałam na outdoor: topy, leginsy, bluzy, adidasy fruwały po przymierzalni. :D

Na szczęście resztki zdrowego rozsądku zaprowadziły mnie jeszcze w kilka innych miejsc, w poszukiwaniu czegoś praktycznego...


Parę minut po 16.00 złapałyśmy się z moją koleżanką z podstawówki Gosią, która od kilku lat mieszka w Londynie. Zmęczone, spłukane no i szczęśliwe obrałyśmy nowy, tym razem kulinarny kierunek. 

Gosia zabrała nas do Soho, do knajpy z japońskim jedzeniemWagamama kupiła mnie minimalistycznym, wręcz ascetycznym designem (wnętrze wygląda, jak stołówka w skandynawskiej podstawówce), azjatyckimi zapachami i dobrymi cenami. Ja zamówiłam chicken ramen, a dziewczyny chicken and prawn wagamama pad-thai. Jednak prawdziwym hitem obiadu okazał się orzeźwiający sok na bazie borówek, jabłka i marchewki oraz z dodatkiem imbiru. Pycha!


Londyn uraczył nas swoją gościnnością w pełnej krasie - pogodnym przedpołudniem i deszczowym wieczorem. Dzień skończyłyśmy długim spacerem, ciągnącym się od Notting Hill w stronę Tamizy. 

Było zacnie. :)


Następnego dnia miałyśmy jeszcze kilka godzin, żeby nacieszyć się nonszalancko-artystycznym klimatem Soho, bo wylot miałyśmy zaplanowany na 18.00. Opuściłyśmy ruchliwe Picadilly i ruszyłyśmy na północ. 


Tamtejsze sklepy z winylami i książkami wyglądały dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam i wzbudzały we mnie o wiele więcej emocji niż Oxford Street. :) Z głośników lecieli Beatlesi, a na półkach można było znaleźć przepiękne albumy fotograficzne dokumentujące swingujący Londyn. Nawet dziewczyna za ladą wygląda, jak skrzyżowanie Twiggi i Jean Shrimpton. 


Poproszę o takie miejsca w Warszawie. :)


WNIOSEK 1
Nie lubię jeździć dwa razy w to samo miejsce, ale coś czuję - wróć, jestem pewna, że w tym wypadku mamy do czynienia z wyjątkiem potwierdzającym regułę. Zatem do zobaczenia Londynie niebawem. :)

WNIOSEK 2
Te konkursy modowe to jednak całkiem fajna sprawa!



+ Dziękuję Aga za super wyjazd! :)



« Nowszy post Starszy post »

9 komentarzy

  1. super zdjęcia : ) wycieczka udana z tego co widzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale fajnie nam poopowiadałaś! Bardzo fajna wycieczka:)

    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ mi się zrobiło nostalgicznie :( Mieszkałam przez rok w Londynie po maturze i patrząc na Twoje zdjęcia bardzo zatęskniłam.
    There's no place like London!! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wycieczka do Londynu wypas :) super pomysł :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wybieram się do Londynu, Anglii już nie wiem ile lat :D
    Być może w przyszłym rokmu, wreszcie się zmotywuje :D

    Wpis świetny, zazdroszczę koleżance tak pokaźnej sumki do wydania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę Wam tego wyjazdu! Koniecznie też muszę zobaczyć Londyn!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Londyn ma swój stary, fajny klimat ale moim zdaniem urodą daleko mu do Barcelony ;) pozdrawiam Martyna

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że potwornie żałuję, że będąc w Anglii nie zwiedziłam Londynu, sporo mnie ominęło - sądziłam, że to dość przereklamowane miejsce, a tu proszę :) Świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń

Kochani!

Dziękuję za każdy komentarz.
Na pytanie / wątpliwoścu / sugestie postaram się odpisać jak najszybciej mogę :)

UWAGA !!!
JEDNOCZEŚNIE BARDZO WAS PROSZĘ O NIESPAMOWANIE !!! JEŚLI ZOSTAWIACIE KOMENTARZ TO AUTOMATYCZNIE MOGĘ POPRZEZ NIEGO WEJŚĆ NA WASZĄ STRONĘ/BLOGA. DODATKOWE LINKI SĄ ZBĘDNE. SPAMY, JAK I WPISY Z WULGARYZMAMI, NIE BĘDĄ TU PUBLIKOWANE!! CAŁA RESZTA OWSZEM :)


Ściskam mocno !
Lumpexoholiczka


Instagram

Obserwatorzy

Facebook