Logo

19 stycznia 2014

SMOKESTACK LIGHTNING

Styczeń filmem stoi. 
Żadne tam recenzje, ot mój subiektywny tour po trzech najgorętszych tytułach miesiąca. Startujemy.
 
"The Wolf of Wall Street"

Martin Scorsese sięga po sprawdzony schemat i - po raz kolejny - serwuje misternie utkaną opowieść, przepełnioną seksem (a właściwie przerysowanym, choć niekoniecznie odrealnionym seksizmem), rządzą pieniądza i władzy. Sprawiając, że zanim kolejny raz zamarzy nam się high life'u a'la Jordan Belfort, zastanowimy się dwa razy. "The Wolf of Wall Street" to osadzona na przełomie lat 80. i 90. historia maklera, wykorzystującego ludzką naiwność i kruczki prawne, by zbić fortunę, której nie powstydziłby się sam Gekko.

Krok po kroku Scorsese pokazuje kolejne etapy moralnego upadku głównego bohatera. Początkowo skromnego, nieco zahukanego dzieciaka, marzącego o spektakularnej karierze. Potem neurotycznego, ale jakże czarującego pół-boga żyjącego w świecie bez zasad, w którym cel uświęca środki. Istne from zero to hero story, tyle że w krzywym zwierciadle. Bo nieustająca balanga i luksus okupione są bolesnym uzależnieniem od wszystkich możliwych używek tego świata.

Moja ulubiona scena to ta, kiedy cała szaleńcza machina zostaje wprawiona w ruch. Wujek dobra rada - w tej roli fenomenalny Matthew McConaughey, który w kilka minut wykreował swoją postać z takim impetem, że naiwnie czekałam do końca ostatnich minut filmu na jego powrót - odkrywa przed nieopierzonym jeszcze wilkiem tajemnicę odniesienia sukcesu w branży...






Uczta dla oka. Uczta dla ucha - zwłaszcza w tych momentach, kiedy do głosu zostaje dopuszczony jeden z najbardziej charyzmatycznych bluesmanów lat 50. Holwin (nomen omen) Wolf, i jego Smokestack Lightning. Bawiące do łez, świetnie napisane dialogi, zapadające w pamięć kreacje aktorów (DiCaprio, w końcu mógłby dostać tego Oskara), dynamiczny montaż i energia z jaką prowadzona jest opowieść w efekcie pozostawią nas z niewygodnym pytaniem, które musi sobie zadać każdy opuszczający kinową salę: "Czy Ty drogi widzu dla pieniędzy też sprzedałbyś duszę diabłu?" 

    
"The Butler"
Od czasu do czasu doświadczam bombardowania mięsem*. Różnego rodzaju. Czasem to dobrze wypieczona, soczysta wołowinka, a czasem pseudo-kotlet, coś na kształt asortymentu McDonalda. Wiecie, przemielona papka, która tylko udaje pełnowartościowy posiłek. Jeśli się skusicie, czekają Was zgaga, wzdęcia oraz gazy. Ale to nie wszystko. Doświadczycie też czegoś jeszcze - rozczarowania z powodu zmarnowanego czasu i pieniędzy.
Mniej więcej takie poczucie towarzyszyło mi po obejrzeniu "Kamerdynera". Podczas, gdy trzy godziny z Wilkiem upłynęły w ekscytacji i napięciu, dzieło, a raczej dziecko Lee Danielsa, zadziałało z mocą równą środkom usypiającym, które z pewnością Jordan Belfort chętnie by zaaplikował po tygodniowym zaskoku z koleżkami ze Stratton Oakmont
W wielkim skrócie: "The Butler" to opowieść o Cecilu Gainesie, czarnoskórym chłopaku, wychowanym na plantacji bawełny, który jako mały chłopiec doświadczył okrutnej lekcji, determinującej jego przyszłe życie i postrzeganie świata. Jednak los okaże się dla niego łaskawy. Będzie miał kochającą się rodzinę. Zdobędzie wymarzoną pracę kamerdynera, i to nie byle gdzie, bo w Białym Domu...
Zapowiada się ciekawie, prawda? Do tego piękne zdjęcia. Zacna obsada. Temat ważny, a mimo to czuję, że szanowny pan Daniels, upychając w fabule jakieś 70 lat(!) współczesnej historii Ameryki, snuje bajeczkę, z której pobrzmiewają fałszywe nuty. Wszystko jest pobieżne i politycznie poprawne. Najlepszym potwierdzeniem tej tezy jest okropne, propagandowe zakończenie, którego oczywiście nie zdradzę.

Dawno się tak nie wynudziłam.

* film / piosenka / artykuł / nowa knajpa / spektakl - whatever



 "August Osage County"


Historia rodziny, która po latach rozłąki jest zmuszona, by znów się spotkać. Wszystko przez śmierć jednego z jej członków...
Brzmi banalnie, ale uwierzcie mi, ten film trzeba zobaczyć. Dlaczego? 

Po pierwsze: Meryl Streep - pomijając fakt, że jest moją ukochaną aktorką i właściwie rozpływam się nad każdą jej rolą - w tym filmie, daje prawdziwy popis swoich umiejętności. Nie jest już tą cierpliwą, dzielną i trochę miałką Katy Hulden, która niemal ze stoickim spokojem znosi powolne umieranie. Violet Weston to buntowniczka. Bynajmniej, nie bez powodu. Jest wybuchowa, nieco cyniczna, a ukojenie odnajduje w wylewaniu na najbliższych, gromadzącej się przez lata żółci oraz w ogromnych ilościach leków, które zjada bez opamiętania. 

Po drugie: Klamra - W jednej z pierwszych scen poznajemy Indiankę - Johannę, która zostaje zatrudniona do opieki nad główną bohaterką. Violet nie kryje oburzenia i niechęci wobec dziewczyny, która jak się okaże będzie jej jedyną ostoją. 
  
Po trzecie: Motyw rodziny - Westonowie to właściwie antyrodzina. Zbieranina obcych sobie ludzi, którzy siedząc przy wspólnym stole, są zażenowani wzajemnym towarzystwem. Dawne urazy i niezażegnane konflikty nie pozwolą im się porozumieć. Niestety ucieczka z toksycznego domu, to tylko zamiecenie całego brudu pod dywan, który prędzej czy później i tak wylezie na wierzch.  

Po czwarte: Gender - John Welles stawia ciekawą (seksistowską?) tezę, która pewnie oburzyłaby niejedną feministkę. Mianowicie, że starzenie się to problem głównie... kobiet. Wątek przewija się właściwe przez cały film i co ciekawe, jego najgorętsza orędowniczką jest rzecz jasna Violet. 

Po piąte: dla tej sceny...




« Nowszy post Starszy post »

8 komentarzy

  1. dla mnie wilk z wall street jest najlepszy i wygra najwięcej oskarów

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam zamiar obejrzeć: The Wolf of Wall Street;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też czekałam na ponowne wejście Matthew do gry, no ale się nie udało. ale film świetny!

    OdpowiedzUsuń
  4. The Wolf... - genialny film!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z opinią o Wilku z Wall Street. Najlepszy film, jaki widziałam w tym roku, nie tylko dlatego, że przez trzy godziny nie nudziłam się nawet minuty. :) Na "Kamerdynera" miałam ochotę, ale w takim razie chyba sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Asiu, bardzo lubię jak piszesz!
    Dawno się nie widziałyśmy, odezwę się i wyskoczymy na kawkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecasz bardzo dobre filmy, Wilk z Wall Street zrobił na mnie wrażenie, Leo to aktor najwyższej klasy, historia wręcz niewiarygodna, a jednak prawdziwa. http://preteksty.com.pl/

    OdpowiedzUsuń

Kochani!

Dziękuję za każdy komentarz.
Na pytanie / wątpliwoścu / sugestie postaram się odpisać jak najszybciej mogę :)

UWAGA !!!
JEDNOCZEŚNIE BARDZO WAS PROSZĘ O NIESPAMOWANIE !!! JEŚLI ZOSTAWIACIE KOMENTARZ TO AUTOMATYCZNIE MOGĘ POPRZEZ NIEGO WEJŚĆ NA WASZĄ STRONĘ/BLOGA. DODATKOWE LINKI SĄ ZBĘDNE. SPAMY, JAK I WPISY Z WULGARYZMAMI, NIE BĘDĄ TU PUBLIKOWANE!! CAŁA RESZTA OWSZEM :)


Ściskam mocno !
Lumpexoholiczka


Instagram

Obserwatorzy

Facebook