Logo

19 października 2013

LA BRUJA



Dziś wybieram się do Meksyku, Francji i Indii. Jeśli chcecie, możecie jechać ze mną... :)

Nie gardzę ani kanapką z serem, szynką i pomidorem, ani schabowym z zasmażaną kapustką. O nie! Kocham polską kuchnię. Jest prosta i dobra. Ale czasem człowiek musi sobie inaczej dogodzić. Zapodać podniebieniu coś co zaskoczy kubki smakowe na tyle, że zawartość talerza stanie się dobrym tematem do dyskusji. Wypada jednak, żeby dyskutujący wiedzieli o czym dyskutują. 

Więc błaźniłam się w warszawskich knajpach, robiąc zdjęcia zamówionej strawie (miny niektórych kelnerów bezcenne, no ale w końcu płaciłam kartą MasterCard). Oprócz smakowitych potraw najadłam się też wstydu, ale dzięki temu mogę zilustrować kulinarną przechadzkę. Chodźcie!








Ulubiony warszawski adres? Bez namysłu odpowiadam – Frida. Pierwsze wspomnienie? Przechodziłam koło tej knajpy regularnie przez cały rok, kiedy studiowałam dziennikarstwo. Przystawałam. Wzdychałam do pięknych obrazów wiszących we wnętrzu i szłam w kierunku numeru 39. Był to bowiem ten czas w moim życiu, kiedy Bar Mleczny i cena 10pln (w porywach do 20pln) za obiad stanowiły jedyną sensowną alternatywę dla twixa i jogurtu pitnego o smaku truskawkowym. Swoją drogą jadanie w tym uroczym przybytku dostarczało za każdym razem takich wrażeń, że jak to się mówi głowa mała! Nigdy nie było wiadomo czy nie podbiegnie jakiś bezdomny i nie zabierze ci michy z żarciem. Albo czy nie spóźnisz się na zajęcia, bo starsza Pani siedząca obok i stołująca się tu od lat, poczuje nagłą potrzebę, opowiedzenia historii swego życia. Piękne czasy. Oby nie wróciły.

Dobra. Miało być o Fridzie. Rozwieję może od razu wątpliwości i powiem, że ceny wcale nie są zaporowe, jak to mi się kiedyś wydawało. Przeciwnie. Całkiem przyzwoite:  

Tatar z łososia: 26zł,
Pechuga de pollo: 29zł, czyli kurczak nadziewany szpinakiem z grillowanymi warzywami. Pycha!
Ensaladas vegetariana: 25zł, czyli sałata z kawałkami gruszki oraz avocado – do mojej domowej wersji dodaję jeszcze winogrona.
i mój hit Tacos z kurczakiem: 34zł. 

Frida "kupiła" mnie jeszcze jednym. Tak zwanym klimatem. Czyli? Czyli przemiłą i uśmiechniętą obsługą. Mariachi dającymi popisy w weekendy. Wystrojem. To nie jest kolejna zwykła knajpa z meksykańskim jedzeniem, jakich w Warszawie pełno. Tu nic nie jest przypadkowe. Od obrusów zaczynając przez design wizytówek, na poduszkach i talerzach kończąc. W gąszczu hamburgerowni z menu wypisanym kredą na tablicy (ile można ja się pytam?), w masie nieprzemyślanych, odtwórczych adresów to miejsce jest po prostu jakieś. Właściciele urządzili restaurację inspirując się Meksykiem w trochę mniej oczywisty sposób. Zrobili ukłon w stronę - Fridy Kahlo. Najbardziej niezwykłej malarki swoich czasów. Człowiek patrzy na jej obrazy i wie, że czuła i widziała więcej niż przeciętny zjadacz tacos. Na ścianach wiszą reprodukcje jej dzieł i portretów – film o jej burzliwym, tragicznym i szalonym życiu to dobre preludium do odwiedzenia restauracji, na marginesie czapki z głów dla Salmy Hayek za tę rolę.

Czy mogę się do czegoś przyczepić? Jedyne co przychodzi mi na myśl to to, że średnio w stosunku 1:5 obsługa zapomina o przystawkach. A że są bardzo dobre to niestety czuję się oszukana. Shame on you!

Miejsce: Frida
Gdzie: ul. Nowy Świat 34




Curry House. Mieszkałam naprzeciwko tej knajpy prawie rok. I nigdy nie przyszło mi do głowy, że mam pod nosem jedną z najlepszych indyjskich restauracji w mieście! Tak, przechodząc obok czułam nęcący zapach, ale zaglądałam przez szybę do wnętrza i myślałam sobie No way! Ojjjjj. Jak bardzo się myliłam.

Knajpa znajduje się na Bielanach, miejscu gdzie zdawałoby się mają prawo przetrwać wyłącznie kebab i pizzeria. A jednak. Weszłyśmy do lokalu. Mieli tylko jeden wolny stolik, przy drzwiach. Mało komfortowo, ale uznałam to za dobry znak. Czekając (aż 40 minut!) na Mutton Palak (kawałki jagnięciny gotowane w sosie szpinakowym z dodatkiem imbiru, cena 26pln)  widziałam, jak w tym czasie około dziesięciu osób odchodzi z zawiedzioną miną. Okupacja miejscówek trwała w najlepsze. Niektórzy czekali wytrwale szwendając się koło wejścia. Spryciarze zamawiali na wynos. Chyba lepszej rekomendacji nie trzeba?

Poważnie. Warto przebić się przez miasto, żeby w środku betonowego osiedla spróbować smaku Indii. I nie ważne, że kelner komunikuje się z nami za pomocą chrząknięć i wymownych spojrzeń. 

btw. na lewym zdjęciu Mango Lassi (9zł) i Ginger Lemon Drink (8zł)

Miejsce: Curry House
Gdzie: Żeromskiego 81, Bielany


W Paryżu byłam dwa razy, ale o kuchni francuskiej właściwie nie wiem nic (teoria się nie liczy). W kawiarence nad Sekwaną nawet cena herbaty była dla mnie nie do przyjęcia. 7 euro? Wolne żarty. Nie wspomnę już o obiedzie z prawdziwego zdarzenia. 

Na szczęście w Warszawie jest Saint Jacques. Przytulna knajpka w paryskim stylu. Doskonały przykład tego, że nawet z makabrycznie małej przestrzeni można zrobić walor. Wchodzę do środka i myślę: Ale romantycznie, a nie: Ale ciasno

I tu dla odmiany przemiła kelnerka zawsze pamięta o przystawkach. Zazwyczaj są to pyszne kremy, np. dyniowy, podane na pięknych, kamiennych tacach. Co jeszcze mają dobrego? Jeśli lubicie eksperymentować i próbować to:

Cuisses de grenouilles en croute de sesame (zdjęcie po lewej), czyli po naszemu żabie udka, cena: 26zł. Obłędne!
Escargots àla bourguignonne (zdjęcie po prawej), czyli ślimaki po burgundzku, cena: 24zł Pyszne!

Odradzam małże. 

Gdzie: Świętokrzyska 34


PS Jeśli macie jakieś fajne adresy warszawskich knajp to podzielcie się w komentarzach. Chętnie zajrzę. :)


« Nowszy post Starszy post »

12 komentarzy

  1. buda z bielan odstrasza na pierwszy rzut oka ale szamkę mają pyszną. no i mam blisko ;D kiss piękna

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tylko wpadnę do Twojego miasta i będę miała trochę czasu, to wpadnę do jednego z miejsc. Wygląda apetycznie :)
    XX

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię indyjskie potrawy,sama czasem testuję różne przepisy;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Charlotte przy Placu Zbawiciela. Też ma swój klimat, winko i extra kanapki z chleba wypiekanego u nich na miejscu :) Celebryci też lubią to miejsce, często można kogoś tam spotkać, jak ostatnio byłam widziałam Roberta Kupisza:) Miejsce fajne, choć nie dla czyściochów, niedomyte szklanki to u nich normalka, nikt nie zwraca na to uwagi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak wpadnę w odwiedziny koniecznie musimy zaliczyć takie jedzonko:) ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. mmm ale pyszności! a ja zapraszam do Smakołyków jeśli kiedyś będziesz w Krakowie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi bardzo zachęcająco chyba tam wpadnę :)

    http://healthy-loveliness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Polecam Soto Sushi :)
    Muszę wpaść do Fridy na tatar z łososia :)

    xoprimaxo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam kilka swoich ulubionych miejsc w Warszawie, które polecam czytelnikom, bo uważam, że warto dzielić się informacjami na temat miejsc, gdzie można dobrze zjeść :D Zainteresowała mnie ta francuska restauracja, muszę koniecznie zajrzeć w wolnej chwili i poznać to miejsce ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja polecam Baobab na Francuskiej - prawdziwa senegalska kuchnia - fajne klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  11. uwielbiam indyjska kuchnie !
    niestety naprawde dobra i jakze przytulna restauracyjka jaka znam znajduje sie w Edinburghu :(
    inne też dobre, ale nie dorównały tamtej.

    OdpowiedzUsuń

Kochani!

Dziękuję za każdy komentarz.
Na pytanie / wątpliwoścu / sugestie postaram się odpisać jak najszybciej mogę :)

UWAGA !!!
JEDNOCZEŚNIE BARDZO WAS PROSZĘ O NIESPAMOWANIE !!! JEŚLI ZOSTAWIACIE KOMENTARZ TO AUTOMATYCZNIE MOGĘ POPRZEZ NIEGO WEJŚĆ NA WASZĄ STRONĘ/BLOGA. DODATKOWE LINKI SĄ ZBĘDNE. SPAMY, JAK I WPISY Z WULGARYZMAMI, NIE BĘDĄ TU PUBLIKOWANE!! CAŁA RESZTA OWSZEM :)


Ściskam mocno !
Lumpexoholiczka


Instagram

Obserwatorzy

Facebook