Logo

31 grudnia 2012

WILDEST MOMENTS




Kończy się cudowny 2012!! Mnie zleciało jak z bicza strzelił. Wam też?

 W ramach małego résumé, które jak wiecie bardzo lubię, wrzucam na bloga przy okazji go reanimując, najlepsze, najważniejsze, najbardziej emocjonujące, najbardziej dramatyczne (dobra, trochę mnie poniosło dramaturgii nie będzie) momenty minionego roku zaklęte w fotografiach. Przeglądam dziesiątki skrupulatnie posegregowanych folderów odświeżając zawodną pamięć. Przyglądam się przeszłości. Przyglądam się temu co było, co się udało, żeby uśmiechnąć się do siebie, poklepać po ramieniu - good job girl! - i zaplanować następne cele.
Tym razem reasumuję rok bardziej lifestylowo niż modowo, bo od mieć zdecydowanie wolę być. Ale o tym w kolejnych wpisach, bo mimo rzadszej obecności na blogu zamykać go nie mam zamiaru. O nie! 
Kolejność zdjęć przypadkowa. 




Zdecydowanie największą zmianą w 2012 była moja przeprowadzka do Portugalii. Nowe miejsca. Nowi ludzie. Nowa kultura.
Na pierwszym zdjęciu możecie zobaczyć moje ulubione miejsce w Lizbonie. Nie zliczę tych cudownych, długich spacerów, które zawsze kończyły się na placu Św. Piotra z Alcantary, z którego widać jedną z najstarszych dzielnic miasta.

Brak organizacji i nonszalancja koordynatorów na mojej lizbońskiej uczelni wydłużyła mi wakacje. Dopiero na miejscu dowiedziałam się, że semestr zaczyna się trzy tygodnie później niż pierwotnie miał się zaczynać. Dłuższe wakacje zaakceptowałam i wrześniowo - październikowe popołudnia mogłam spędzać z dziewczynami wylegując się na zalanej słońcem plaży. Mogłam spacerować brzegiem oceanu. Mogłam zbierać muszelki. Mogłam nadrabiać czytanie ulubionych książek. Cóż, nie powiem żebym była z tego powodu jakoś bardzo niezadowolona ;)


W Benavente, pierwszy raz jeździłam konno. Po kilku weekendach spędzonych na słonecznej farmie uzmysłowiłam sobie jak mądrymi i szlachetnymi zwierzętami są konie. I jak dużo szczęścia daje nie tylko jazda, ale też ich karmienie czy kąpanie. Nie mogę doczekać się nadejścia wiosny, żeby znów tam wrócić.
m

Nowe miejsca to nowe smaki. W Lizbonie rozkoszowałam się w owocami morza. Ale nic co tam jadłam nie mogło niestety równać się bajecznym risotto z kalmarami, które zamówiliśmy w Barcelonie. Czuje ten smak i ten aromat do dziś. Palce lizać!



Ta fotografia, zrobiona tydzień temu, świetnie oddaje klimat Paryża i tamtego deszczowego dnia. Bardzo ją lubię. Jak się okazuje przesiadki, zwłaszcza te kilkugodzinne, można wykorzystać bardziej produktywnie niż na zbijaniu bąków na lotnisku. Ani deszcz, ani mróz nie powstrzymałyby mnie przed wyruszeniem do jednego z najpiękniejszych miast świata. 
Paryżu! Cudnie że znów mogłam Cię zobaczyć!


Urodziny zazwyczaj były dla mniej jednym z najgorszych dni w roku. Nie znoszę czegoś musieć (nawet dobrze się bawić). Nie znoszę tej presji urodzinowych przyjęć, które mało kiedy się udają. W tym roku olałam konwencjonalne podejście do tego jakże traumatycznego dla mnie tematu i postanowiłam zrobić coś tylko dla siebie. Spełnić jedno marzenie. Skok ze spadochronem dostarczył mi takich wrażeń i adrenaliny, że pewnie będę jeszcze z wypiekami na policzkach opowiadać o nim wnukom. Ps. Polecam skoczyć z kimś dla Was bliskim. Radość i pozytywne emocje pomnożone razy dwa - bezcenne.


To zdjęcie, ktoś pstryknął nam w czasie ostatniego wieczoru w upalnym Bodrum. Kolorowe drinki, szisza o jabłkowym smaku, dużo śmiechu, doborowe towarzystwo.
 Niczego więcej do szczęścia wtedy nie było mi potrzeba.


Grecka Kos! Czy jeszcze Cię zobaczę?


Czwartkowy wieczór - niespodziewany telefon. W piątek rano szybkie pakowanie i wyjazd. 
Berlin zwiedziłyśmy wzdłuż i wszerz na rowerach.
 Było spontanicznie. Było głośno. Było wesoło. Czyli tak jak lubię najbardziej.



Gdybym zawsze tak dobrze bawiła się przy robieniu zdjęć dla bloga jak tamtego dnia, i gdybym miała zawsze przy sobie tak wyrozumiałego fotografa pewnie posty z outfitami pojawiałyby się  regularniej. 
Cóż, tego właśnie życzę sobie w Nowym Roku :)


Moje wszystkie tegoroczne wyjazdy i podróże łączy jedno. Utwierdziły mnie w przekonaniu, że moje miejsce jest w Warszawie. Tu chce wrócić jak najszybciej po studiach. Tu chcę się rozwijać, pracować, żyć. Tym powietrzem chcę oddychać. Warszawa dodaje mi energii i napędza do działania. Uwielbiam jej tempo, jej rytm, jej zakamarki.
 Kocham to miasto bardziej niż jakiekolwiek inne i kiedy jestem daleko tęsknie jak za najlepszym przyjacielem.



 SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANI  !!!

a jaki był Wasz ulubiony moment w 2012 roku ?



« Nowszy post Starszy post »

10 komentarzy

  1. Śliczne zdjęcia :)
    I Tobie oczywiście Szczęśliwego Nowego 2013 Roku!:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny 2012, wspaniałe wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to piękne, że pomimo tylu pięknych miejsc, znajdujesz swoje miejsce w naszej polskiej warszawie.
    bardzo lubię to miasto, być tu. również nie widzę siebie gdzieś indziej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pięknie napisane o Warszawie :)


    życzę Ci spełnienia wszelkich marzeń! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo miło obejrzeć takie wspomnienia :)
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  6. woow zdjecie w powietrzu swietne!

    OdpowiedzUsuń
  7. podsumowanie roku w fotografii coś co uwielbiam chyba najbardziej <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten rok zdecydowanie nie należał do zmarnowanych z tego co widzę:)
    Pozdrawiam http://asmileoflife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. O matko podziwiam,ze tak ci sie podoba Warszawka.Ja z ulga po 5 latach wyprowadzilam.Teraz jestem 1200km na zachod od nadzego Wloclawka:) widze ze zmienilas rowniez partnera zyciowego;) Happy new year:)

    OdpowiedzUsuń

Kochani!

Dziękuję za każdy komentarz.
Na pytanie / wątpliwoścu / sugestie postaram się odpisać jak najszybciej mogę :)

UWAGA !!!
JEDNOCZEŚNIE BARDZO WAS PROSZĘ O NIESPAMOWANIE !!! JEŚLI ZOSTAWIACIE KOMENTARZ TO AUTOMATYCZNIE MOGĘ POPRZEZ NIEGO WEJŚĆ NA WASZĄ STRONĘ/BLOGA. DODATKOWE LINKI SĄ ZBĘDNE. SPAMY, JAK I WPISY Z WULGARYZMAMI, NIE BĘDĄ TU PUBLIKOWANE!! CAŁA RESZTA OWSZEM :)


Ściskam mocno !
Lumpexoholiczka


Instagram

Obserwatorzy

Facebook