Logo

12 listopada 2012

FALLING IN LOVE




Nie raz już się przekonałam, że nowe miejsce naprawdę może zachwycić nas kiedy się w nim najzwyczajniej 'zgubimy'. 
Bez przewodnika, bez mapy. Tylko my i nasza intuicja. I miasto rzecz jasna z jego wszystkimi niespodziankami. Miasto, które samo nam pokaże swoją najlepszą stronę - miejsca, które zapamiętamy lepiej niż pomniki i daty.

Wieczorny spacer po Barcelonie zaczęliśmy w tamtejszym pięknym porcie. Powietrze było chłodne i wilgotne. Pachniało goframi. I kawą. Nie sposób było się nie skusić.
 Dalej była La Rambla przepełniona jarmarcznym kiczem, tanimi koszulkami z napisem "I love Barcelona", pocztówkami, niepotrzebnymi nikomu figurkami, poprzebieranymi Katalończykami śpieszącymi na halloweenowe imprezy. Wzdłuż deptaka knajpa na knajpie. A w nich ponoć nieświeżo i drogo (wzięłam sobie do serca radę mieszkającej tam kilka lat koleżanki i postanowiłam nie ryzykować).




Happy Halloween :)


Ale nie taka La Rambla straszna jak ją malują. 

Tego wieczoru w pobliskiej galerii sztuki miała miejsce premia książki poświęconej historii tańca. 
Oniryczny niemal performance z tej okazji. Tancerki dające z siebie wszystko na środku ulicy wśród nieco obojętnych turystów. Tłum amatorów całego przedsięwzięcia bijący brawo na tarasie. Setki inspirujących zdjęć na białych ścianach galerii. Taniec narysowany na kartkach. Gorąca atmosfera. I białe wino.


I na tańczących na La Ramblii dziewczynach się nie skończyło. Tego wieczoru tańczyła chyba cała Barcelona. Kiedy skręciliśmy w przytulną Dzielnicę Gotycką też podążyliśmy za dźwiękami muzyki. W lewo. W prawo. Prosto. Aż naszym oczom ukazał się mały placyk. Jakby wciśnięty pomiędzy średniowieczne kamienice. Na nim scena. Pod nią świetnie bawiący się tłum. A jakże, tańczyliśmy także my.


Na koniec najlepsze - kolacja. 
Najlepsza knajpa z włoskim jedzeniem? No tak tylko w Hiszpanii :) 
 Nieco snobistycznie, ale za to pysznie.
Piękny kameralny wystrój. Dobrze dobrane oświetlenie. Cicha muzyka w tle. Wszystko dopięte na ostatni guzik. I najważniejsze. Obłędne jedzenie.
Chętnie bym tam jeszcze wróciła do tego Brown...

 Risotto z kalmarami, wydaje mi się że najlepsze jakie do tej pory próbowałam. Cena 11euro.

 
A dla mnie pizza z szynką parmeńska, ruccolą oraz parmezanem. Cena 10 euro.


Ostatniego dnia zdążyliśmy jeszcze przed odlotem pójść na spacer po Dzielnicy Gotyckiej.

Mam nadzieję, że zdjęcia chociaż odrobinę oddadzą urok tej części miasta, bo jest naprawdę wyjątkowym miejscem. Pomimo pędu ludzi, panuje tam spokojny, senny, trochę płynący własnym rytmem klimat. Ciasne ulice mają w sobie jakiś romantyczny czar. Lokale z których  pachnie jedzeniem urządzone są każdy na swój sposób, ale wszystkie łączy jakaś nuta nonszalancji. Niewymuszonej gracji. Luzu, który sprawia, że siedząc w nich i popijając espresso czujecie się jak w domu. Zupełnie swobodnie.



Rozglądając się za jakimś miejscem gdzie możemy zjeść obiad trafiliśmy to chińskiej knajpki. Czerwony szyld z napisem Dragon Oriente przykuł nasze spojrzenia. Pewnie drugi raz już bym jej nie znalazła. 
Zabawnie było wybierać danie z menu... Okazało się, że tego dnia go nie serwują. Podobnie było z drugim, trzecim i kolejnym :) Przesympatyczna pani, która nas obsługiwała w końcu zaczęła zakreślać w kółeczka pozycję, których nie ma. Zostałam więc skazana na wołowinę z bambusem i grzybami - była smaczna, ale nie rzuciła mnie na kolana. Cena 4.70 euro
Za to przystawka - samosa, czyli pierożki nadziewane kurczakiem curry była super. Cena 3.00 euro


Średnio zadowolona z obiadu na lotnisku zafundowałam sobie ostatni posiłek w Barcelonie. Nie mogłam przecież odlecieć z niezaspokojonym żołądkiem.
A moją 'ostatnią wieczerzą' była kawa z lodami i bitą śmietaną oraz ciastko francuskie.
 Dobre !!!
 

ZDJĘCIA : Ja i Maciej



« Nowszy post Starszy post »

26 komentarzy

  1. hehe mieszkam w barcelonie, i mam te sam sweter z H&M :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze kilkanaście dni i ja tam będę :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jestem ciekawa jakie Ty będziesz miała wrażenia ;)

      Usuń
  3. Aaaaale super zdjęcia:* Uwielbiam Twoje posty:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Smakowite jedzenie! Piękna Barcelona :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najbardziej przypadły mi do gustu gofry :D
    podoba mi sie Twój sposób "zwiedzania" miasta ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. piękne zdjecia!

    sprawdz również śliczne sukieneczki z eko skórką !!! polecam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zjadłabym sobie takiego gofra i takie maffinki :) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  8. ... i ten miętowy sweterek!♥ Interesujące zdjęcia, a jedzenie wygląda bardzo apetycznie.


    http://floweryblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeśli to Twój facet, to jest bardzo przystojny... Taki męski :) Gratuluje

    OdpowiedzUsuń
  10. Twój blog modowy zmienia się w cudowny blog podróżniczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że opisywanie miejsc zaczęło sprawiać mi więcej przyjemności niż publikowanie postów z outfitem :) Fajnie, że to się też podoboa! :)

      Usuń
  11. czy sweterek ma kolor miętowy ? podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z tą podróżniczą strona bloga, jest super. Sama chętnie bym taki pisała, ale na razie nie ruszam się z miejsca ;p Dlatego chętnie zaglądam do Ciebie. A w Barcelonie się z Adamem zakochaliśmy i bardzo chcemy tam wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
  13. na tej aukcji jest Twoje zdjecie :
    http://moda.allegro.pl/zielony-welniany-mini-plaszczyk-l-i2783115446.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Barcelona jest fantastyczna to fakt. Hiszpania różnorodna - fakt drugi. Pogoda lepsza niż w Polsce - fakt trzeci. A teraz pytanie - co ja tu jeszze robię? :D

    Ściskam wieczornie,
    Lona

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne miasto :) Fajnie relacjonujesz - nie tylko o tym, co zwiedzałaś,ale także co jadłaś i, co ciekawego widziałaś, bardzo mi się podoba :) I masz świetny sweterek w miętowym kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
  16. w Barcelonie polecam sieć knajpek z owocami morza, które się nazywają 'La Paradeta'- obłędne smaki i tłum miejscowych (kolejka przed knajpką była na jakieś 10 minut minimum), który jest wystarczającą rekomendacją;] na dodatek można dosłownie OBEŻREĆ się niemiłosiernie za jakieś 15 euro od osoby:)

    OdpowiedzUsuń
  17. oj wszystko wygląda bardzo smakowicie :) bardzo lubię takie podróżnicze relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  18. apetyczne jak kreacje wroclawskie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Kochani!

Dziękuję za każdy komentarz.
Na pytanie / wątpliwoścu / sugestie postaram się odpisać jak najszybciej mogę :)

UWAGA !!!
JEDNOCZEŚNIE BARDZO WAS PROSZĘ O NIESPAMOWANIE !!! JEŚLI ZOSTAWIACIE KOMENTARZ TO AUTOMATYCZNIE MOGĘ POPRZEZ NIEGO WEJŚĆ NA WASZĄ STRONĘ/BLOGA. DODATKOWE LINKI SĄ ZBĘDNE. SPAMY, JAK I WPISY Z WULGARYZMAMI, NIE BĘDĄ TU PUBLIKOWANE!! CAŁA RESZTA OWSZEM :)


Ściskam mocno !
Lumpexoholiczka


Instagram

Obserwatorzy

Facebook